czwartek, 31 grudnia 2009

Permakultura i zwierzęta cz.2


Pierwszy post dotyczący zwierząt w permakulturze możesz przeczytać pod tym linkiem.

Z dzisiejszego postu dowiesz się jak wykorzystać śmieci by wytworzyć białko na paszę dla zwierząt wszystkożernych. Czego możemy użyć? Zepsute jedzenie (może być zepsuta pasza dla zwierząt) a nawet z odchodów tychże zwierząt czy ich martwych ciał. Przy okazji zmniejszy się populacje much w okolicy:)

Fachowo ten skomplikowany przyrząd nazywa się: Wiszące wiadro z czerwiam® ;)

Co potrzebujemy do jego wytworzenia i uruchomienia linii produkcyjnej? Oto składniki:

-Duże wiadro( może być dziurawe)
-Pręty metalowe
-Łopatę (jeśli chcemy kopać dziurę w ziemi gołymi rękami to nawet tego nie potrzebujemy;)
-"Wsad" czyli jakieś zepsute jedzenie, kupa, lub padłe zwierzęta.
-W wersji haj tech (jak na zdjęciu) również drewno na daszek.

Sposób użytkowania
Jeśli nasze wiadro nie jest dziurawe to robimy w nim dziury, co kilka cm, grubość dziury to około 1,5cm. Może być większe, lepiej żeby nie była mniejsza. Wrzucamy do wiadra "wsad" czyli rzeczy, których nie możemy dać bezpośrednio kurom albo świniom (zepsuta pasza, zepsute jedzenie, odchody zwierząt, padłe zwierzęta) Po jakimś czasie (zwykle jeszcze w momencie wrzucania wsadu do wiadra;) zlecą się muchy, będą zjadać nasz wsad i składać w nim jaja - zupełnie jak to muchy. Po kilku tygodniach (w zależności od temperatury otoczenia i rodzaju much jakie się nam zlecą do naszego "urządzenia":) z wiadra będą wysypywać się czerwie. Dlaczego?
Ponieważ poczwarki much gdy chcą się zmienić w imago (postać dorosłą owada) oddalają się od źródła pożywienia i szukają zwykłej ziemi/piasku. Jak je znajdują w naszym systemie?
Po prostu opuszczają wiadro przez jedną z dziur. Wiadro musimy umieścić na "stelażu" najlepiej z metalu, gdyż w innym przypadku do naszego jedzenia dobiorą się lisy, szczury... Stelaż musi być bardzo mocny jeśli chcemy wypasać świnie.


W tym momencie następuje rzeź niewiniątek (jeszcze nie dojrzałych much). Ponieważ na ziemi wokół wiszącego wiadra z czerwiam® będą się szwędać kurczaki lub świnie (przez nas tam celowo umieszczone). Zwierzęta te szybko naucza się, że wokół wiadra są smaczne, tłuściutkie czerwie, więc będą często patrolować ten teren uniemożliwiając jakiejś poczwarce przeistoczyć się w formę dorosłą.

W ten sposób ograniczona zostanie lokalna populacja much - ponieważ duża cześć much z okolicy składać będzie jaja w naszym wiadrze, a przytłaczająca większość tych jaj nie zmieni się w formy dorosłe - zmieni się w jajka naszych kur lub smaczne, zdrowe mięsko.

Teraz kilka słów o higienie.. Tak, system jest trochę śmierdzący, ale równie śmierdzące są śmieci organiczne w śmietniku w ciepły, letni dzień:) Zapobiegamy również wytworzeniu metanu (to silny gaz cieplarniany) na wypisku śmieci.

Jeśli jako wkład użyjemy padłych świń lub świńskich odchodów nie należy tymi czerwiami karmić świń. Podobnie gdy źródłem pokarmu będą padłe kurczaki lub kurze odchody nie należy karmić tymi czerwiami kur. Po pierwsze istnieje ryzyko przenoszenia chorób, po drugie zwierzęta będą czuć zapach odchodów, choroby lub śmierci "swoich" pobratymców, więc nie będą ich zjadać by zminimalizować ryzyko chorób. To sprawi, że wszystkie muchy by się wylęgły w ziemi i mielibyśmy prawdziwą plagę, cenny surowiec by się zmarnował zatem.

Istnieją również sposoby by wykorzystać owady do produkcji żywności z g... na dużo większą skalę. Można w ten sposób zminimalizować szkodliwy wpływ przemysłowych ferm kurzych, czy świńskich. Zastanawiam się jednak czy doradzanie takim trucicielom i sprawianie, że stają się bardziej produktywni i ekonomicznie opłacalni jest z zgodne z etyką permakulturową. Co o tym sądzisz?

Zdjęcie ze strony http://www.sustainablechicken.com/
A Ty co o tym myślisz? Chciałbyś wybudować taki system na swojej działce?

środa, 30 grudnia 2009

Permakultura i naturalne nawozy cz.5 Jak wykorzystać sól morską jako nawóz?

W poprzednim wpisie była mowa min. o tym, że po przejściu tsunami w 2004r zalane wodą morską pola zaczęły być bardzie produktywne. Jest w nim wytłumaczone również dlaczego tak się dzieje.

Dzisiejszy wpis będzie zawierał praktyczne informacje nt tego jak możemy wykorzystać sól morską w roli nawozu.

Dr. Maynard Murray napisał książkę "Sea Energy Agriculture" w której opisuje różnorodne doświadczenia związane ze stosowaniem soli morskiej oraz wody morskiej w roli nawozu. Dlaczego akurat wody morskiej? Ponieważ zawiera ona wszystkie pierwiastki dostępne naturalnie na Ziemi. Na dodatek więcej jest w niej pierwiastków, które szybciej są wymywane z gleby. Znany i powszechnie wykorzystywany przez firmy zajmujące się sprzedażą suplementów diety jest fakt, że rekiny nie chorują na nowotwory. Opakowanie zawierające kilkadziesiąt gramów chrzątki rekina potrafi kosztować kilkadziesiąt złotych i więcej. Mniej znany jest fakt, że wśród ryb i organizmów morskich nie występują choroby degeneratywne (odpowiednik naszego np. artretyzmu, tocznia, Alzheimera...)
Dlaczego?
Ponieważ woda morska zapewnia niezmienne, bogate w mikroelementy środowisko życia. Skład wody morskiej na przestrzeni milionów lat nie zmienił się bardzo a jeśli się zmieniał, to niezwykle powoli, dając żyjącym w morzach i oceanach organizmom czas na przystosowanie. W ostatnich kilkudziesięciu latach jednak skład wody morskiej (w niektórych miejscach) został znacznie zmieniony poprzez różnorodne "dodatki" ludzkiego pochodzenia.

Proszę porównać to do gleb użytkowanych rolniczo, na których rolnicy potrafią przez kilka lat z rzędu uprawiać to samo zboże, np. żyto. Co roku żyto pobiera z gleby określone zestaw składników odżywczych. Trwanie tego sposobu użytkowania ziemi jest możliwe dzięki herbicydom, insektycydom, fungicydom, nawozom sztucznym oraz oraniu. Z czasem nawet to nie wystarcza i rolnik jest zmuszony do zmiany rośliny uprawnej. Jaką zawartość mikroelementów ma ma takie żyto, które rośnie w jednym miejscu dwudziesty rok?
Czy jedzenie takiej żywności może zapewnić nam zdrowie i ochronić nas przed wymienionymi wcześniej chorobami degeneratywnymi? Czy wystarczy łyknąć tabletkę z chrząstką rekina i wszystko będzie ok? Na te pytania każdy powinien odpowiedzieć sobie samemu.


Pod terminem "sól" zazwyczaj mamy na myśli chlorek sodu (NaCl) używany w większości domów. Nazwa handlowa to sól warzona. Jest to bardzo "oczyszczona" sól kamienna. Sól warzona to w 99,9% chlorek sodu. Pozostałe 0,1% to antyzbrylacze oraz różnorodne "zanieczyszczenia" (minerały inne niż chlorek sodu).
Sól kamienna to w 97% chlorek sodu reszta to również "zanieczyszczenia"
Sól morska to w około 90% chlorek sodu, reszta tak samo jak w soli kamiennej z tym, że jest tych minerałów więcej.

Czy jednak sól nie jest szkodliwa dla roślin i zwierząt? Przecież u ludzi wywołuje nadciśnienie i zawały serca.
Czy sól nie jest toksyczna dla roślin?

Wszystko zależny od stężenia oraz rodzaju soli jaki użyjemy. Dr. Maynard Murray przeprowadził z solą liczne doświadczenia. Podlał roślinę doniczkową A wodą zawierającą 10 g chlorku sodu (soli stołowej lub soli warzonej). Roślina zwiędła. Podlał roślinę doniczkową B roztworem soli morskiej, który zawierał 10g chlorku sodu + towarzyszące soli morskiej 10% "zanieczyszczeń" roślina zaczęła rosnąć lepiej.

Inne ciekawe doświadczenie opisane w jego książce to uprawa hydroponiczna pomidorów. Hydroponika to uprawa roślin bez gleby. Korzenie roślin co jakiś czas opryskuje się roztworem wody z nawozami. Dr. Maynard Murray użył w części uprawy zamiast standardowego roztworu użył wody morskiej. Pomidory z roztworem wody morskiej miały się dobrze, nie chorowały, były słodsze, były bogatsze w sole mineralne. Pod wieloma względami były lepsze niż pomidory uprawiane na tradycyjne odżywce dla pomidorów. Co ciekawe woda morska jest uboga w potas, którego pomidory uprawiane tradycyjnie potrzebują dużo.

Inne równie ciekawe doświadczenie przeprowadzono na brzoskwiniach
Drzewko nr. 1 i 3 podlano w marcu wodą morską w ilości 6 l na m2 powierzchni zajętej przez drzewka (wliczając koronę drzew) z drzewkiem nr 2 i 4 nie robiono nic. W maju tego samego roku wszystkie drzewka zakażono grzybem wywołującym kędzierzawość liści. Drzewko 2 i 4 nie wydało żadnych owoców nadających się do sprzedaży z powodu poważnego porażenia tym chorobotwórczym grzybem. Drzewko 1 i 3 nie miało żadnych objawów kędzierzawości liści. W ciągu trzech lat trwania eksperymentu drzewa nr. 2 i 4 chorowały co roku i w końcu uschły. Drzewa nr 1 i 3 w czasie trwania eksperymentu nie chorowały. Dodam, że oprysk grzybem nastąpił tylko w pierwszym roku.

Zwierzęta karmione paszą, która była nawożona solą morską rosną szybciej, lepiej wykorzystują pasze, szybciej zaczynają znosić jajka, są mniej chorowite, i są bardziej płodne. Najprawdopodobniej efekt ten dotyczy również ludzi.

Czy nie możemy zaoszczędzić i pola nawozić tradycyjnie a zwierzętom i ludziom dodawać drogą sól morską do pokarmu? Czy nie będzie tak taniej niż nawozić całe hektary pól solą morską?
Niestety nie, gdyż ludzie i zwierzęta nie wykorzystują minerałów i pierwiastki jeśli są one w formie nieorganicznej. By były skuteczne muszą być związane z atomem węgla, czyli muszą być "wrośnięte" w żywność a nie tylko dodane do niej w trakcie gotowania.

Tabelkę z wykazem doświadczeń i rezultatami (po angielsku) można zobaczyć pod tym linkiem

Warto wiedzieć, że zasolenie morza z którego brano wodę do eksperymentu wynosi 3,5% woda w Bałtyku ma zasolenie 1,1% Należy zatem użyć 3 razy więcej wody niż w eksperymencie.

Gdy kupujemy sól morską do celów nawozowych i spożywczych należy zwrócić uwagę ile NaCl zawiera dana sól morska. Spotkałem się z solą firmy o'Sole, która zawiera 99,8% NaCl. Gdzie są pozostałe minerały, te które sprawiają, że sól morska jest warta swej ceny? Nie jest to zatem wartościowa sól. Mam teorie, że firmy "oczyszczają" ją z minerałów innych niż chlorek sodu by nie była gorzka (chlorek magnezu występujący w soli morskiej nadaje jej charakterystyczny gorzkawy smak), by klientowi smakowała. Klient płaci z 3-5zł za kg soli morskiej (która w sumie nie różni się niczym od soli warzonej kosztującej 50 gr za kg) myśląc, że kupuje zdrowy produkt. Firma sprzedaje drogo, smakujący klientowi produkt (na mikroelementy na pewno też jest nabywca, ale nie jest to klient w sklepie a firmy kosmetyczne, czy produkujące suplementy diety). Tyle mojej teorii.

Jeśli nie stać nas na zakup soli morskiej to lepiej do celów spożywczych używać soli kamiennej. Sól warzona to prawdziwa biała śmierć :)


Na ha Dr. Maynard Murray używał do 3 ton soli morskiej! Z dobrymi rezultatami (jeżeli chodzi o produktywność) O ile zadba się o to by erozja wodna nie zachodziła(czy była minimalna) ta ilość wystarczy na 5 lat. Stosowanie soli morskiej, czy wody morskiej ma ekonomiczny sens tylko jeśli mieszkamy blisko morza. W innym wypadku należy korzystać z mączki bazaltowej (za cenę 10kg soli morskiej ze sklepu można kupić 1 tonę mączki skalnej lub kilkadziesiąt g chrząstki z rekina;)

A Ty co o tym myślisz? Zostaw proszę komentarz.

wtorek, 29 grudnia 2009

Permakultura i sól ziemi.


Z dzisiejszego wpisu dowiesz się dlaczego po tragicznym tsunami z grudnia 2004 r poprawiła się wydajność produkcji rolnej w rejonie nim dotkniętym. Oprócz tego napisze dlaczego powinniśmy dbać o czystość naszych rzek, gdyż przyczynia się to do zwiększenia produkcji drewna w lesie.

W dniu 26 grudnia 2004 r. W Azji południowej miało miejsce tsunami, które zabiło około 300 tyś. osób. Ogromna fala zalała setki miast i tysiące wiosek. To tragiczne wydarzenie przyczyniło się jednak do zwiększenia produkcji żywności.
Dlaczego?

Niestety najpierw znowu trochę informacji o glebie i geologii:)
W glebie nie wszystkie pierwiastki są wymywane w jednakowym tempie. Niektóre są bardzo trwałe, niektóre łatwo wymywają się z gleby w czasie deszczu. Po tym jak się wymyją trafiają do jezior, strumieni, rzek. Z czasem (mowa tu o geologicznej skali czasu) wymyte pierwiastki trafiają do mórz i oceanów. Następuje zubożenie gleby...
Problem ten dotyczy zwłaszcza starych geologicznie gleb (jak np. w Australii), ale również gleb, które były przez wiele lat orane (przyspiesza erozję, czyli wymywanie), nawożone nawozami sztucznymi, które zawierały tylko kilka pierwiastków (zazwyczaj 3 NPK, czyli N - azot, P - fosfor, K - potas). W pomidorze naukowcy znajdują około 52 pierwiastki.

Wszystkie wymyte minerały jak już wspomniałem trafiają z czasem do mórz i oceanów. Co wydaje się logiczne zatem morza i oceany są bogatsze w substancje, łatwo i szybko wymywalne z gleb, uboższe zaś w te, które są w glebach stabilne.

W naturalnych ekosystemach raz stracony przez ten ekosystem np. fosfor już do niego nie wraca (gleby Australii są w niego szczególnie ubogie). Nowa "dostawa" fosforu może pochodzić z następujących źródeł:
-wybuchy wulkanów (zapewniają świeży materiał do produkcji gleby)
-zalanie terenu wodą morską ( tsunami, lub permanentne obniżenie się terenu)
-ptaki żywiące się rybami i stworzeniami morskimi wydalają odchody na ziemię (np. słynne guano)

To dlatego właśnie po przejściu tragicznego tsunami w Azji południowo wschodniej poprawiła się produkcja rolna (choć w tym przypadku chodziło bardziej o mikroelementy zawarte w wodzie morskiej, niż fosfor)

W klimacie umiarkowanym "zwracać" ekosystemom pierwiastki może również łosoś, który żywi się przez większość czasu w morzu i tylko na tarło (żeby się rozmnożyć) wraca do rzeki w której się urodził. Dziej się głównie poprzez drapieżniki (np. niedźwiedzie, ludzi) jak i padlinożerców (lisy, borsuki, szopy...)

W Ameryce Północnej zauważyli, że wokół strumieni, które mają łososie szybkość wzrostu drzew jest ponad trzykrotna. Świerk sitkajski (Picea sitchensis) rosnący przy takim strumieniu potrzebuje tylko 86 lat by osiągnąć 50 cm grubości w pierścienicy (na wysokości 130 cm). W strumieniu bez łososi potrzebuje na to około 300 lat. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ łososie, które zawierają dużo białka są ulubionym daniem niedźwiedzi. Niedźwiedzie w ciągu 45 dniowego okresu tarła łososi zabijają około 700 łososi. Z tych łososi zjadają tylko "lepsze kąski", co stanowi około 50 % wagi łososia. Przeciętnie jedne pozostawione przez niedźwiedzia resztki
ważą około 2,2 kg. To wszystko przekłada się na konkretne ilości azotu, fosforu, wapnia... Dodatkowo ikra łososi stanowi pokarm wielu gatunków zwierząt.

Jakie wnioski płyną z tego? Miejmy czyste rzeki - będziemy mieć darmowy nawóz, lepszą żywność.

Drugi wniosek płynący z tego posta to fakt, że woda morska może stanowić nawóz. To jest jednak temat na kolejny post...

Zdjęcie dzięki uprzejmości Wikipedii

Proszę zostaw komentarz, jestem ciekaw tego co myślisz, chętnie również odpowiem na Twoje pytanie.

niedziela, 27 grudnia 2009

Permakultura i naturalne nawozy cz.4


Na zdjęciu wulkan - niszczycielska ale i życiodajna zarazem siła.

Po przeczytaniu tego postu będziesz wiedział, dlaczego ludzie osiedlają się wokół wulkanów, często będąc o tym świadomym.

Wcześniejsze posty na temat naturalnych nawozów możesz przeczytać pod tymi linkami:
cz.1
cz.2
cz.3

Dzisiaj chciałbym skupić się na bardzo rzadko w Polsce wykorzystywanym nawozie jakim jest mączka bazaltowa.

Mączka bazaltowa to nic innego jak rozdrobniony bazalt. Minerał ten to zastygła magma,. Bazalty (bo nie jest to jednorodna skała) są powszechnie stosowane jako kruszywo do budowy dróg oraz surowiec na kostki brukowe. Mączka bazaltowa to "odpad" powstały podczas produkcji ww. produktów.

Ludzie od wieków osiedlali się w miejscach gdzie wybuchały wulkany. Zazwyczaj nie będąc tego świadomym, jednak często zdawali sobie z tego sprawę. Czy zatem starożytni byli idiotami, którzy lekceważyli zagrożenie?
Nie, przyczyną takiej kolei rzeczy są właśnie skały magmowe (bazalt to taka właśnie skała). Skały te są bardzo bogate w mikroelementy (żelazo, selen, cynk...) gleby pochodzenia wulkanicznego są zatem bardzo żyzne - to właśnie bogate plony żywności sprawiały, że ludzie tak często obierali sobie za miejsce osiedlenia tak ryzykowne lokacje. Bazalt zawiera prawie wszystkie pierwiastki dostępne naturalnie na ziemi( oczywiście większość w niezwykle małym stężeniu) zatem gleba z niego wytworzona jest idealna dla większości roślin.

Istniej możliwość reminalizacji "zmęczonych" wieloletnim nawożeniem nawozami sztucznymi gleb. Taka dawka minerałów może pomóc zwłaszcza glebom na których przez wiele lat uprawiano jeden rodzaj roślin. Wtedy rośliny pobierają jeden "zestaw" mikro i makroelementów co doprowadza do spadku produktywności gleby.

Jak dawkować mączkę bazaltową? Jeszcze nie ustalono jednoznacznego dawkowania. Sugerowana dawka wynosi od 100kg - 1t na ha/rok. Skąd ta rozpiętość? Wynika to z tego, że w przeciwieństwie do nawozów sztucznych mączki bazaltowej nie można przedawkować. Jeśli użyjemy jej więcej po prostu pozostanie ona w glebie i rozłoży się, gdy... będzie roślinom potrzebna. Na zachodzie przed założeniem np. sadów ekologicznych rozprowadza się mączkę bazaltową w ilości 10t/ha. Zapewni to zapas mikroelementów dla danego sadu prawdopodobnie na okres całego życia(albo i więcej) właściciela danego obszaru.

Mączka bazaltowa dostarcza glebie mikroelementów, zatem rośliny na niej rosnące są w nie bogatsze. Wpływa to dodatnio na odporność roślin na szkodniki oraz choroby. Jako, że rośliny są bogate w mikroelementy poprawia to zdrowie jedzących je zwierząt i ludzi.

Mączka bazaltowa przydatna będzie na każdej glebie, jednak najbardziej przydatna będzie na glebach piaszczystych, gdyż są one zazwyczaj ubogie w składniki odżywcze. Co szczególnie istotne mączka bazaltowa nie jest wymywana z gleby przez opady deszczu (jak jest w przypadku nawozów sztucznych), więc nie może zanieczyścić wód gruntowych. Stanowi zatem w glebach piaszczystych stabilny i trwały rezerwuar mikroelementów, tak ważnych by mieć zdrowe produkty żywnościowe.

Tą mączkę skalną można wykorzystać również jako dodatek do kompostu, obornika czy gnojowicy. Ograniczy się wtedy straty azotu (nawet do 27%), poprzez wiązanie amoniaku.

Kolejnym zastosowaniem mączki bazaltowej są jej potencjalnie owadobójcze właściwości. Rozpylenie jej na zaatakowany jakimiś szkodnikami obszar zabija je. Dzieje się tak gdy wykorzystamy mączkę o bardzo malej frakcji (drobno zmieloną). Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ pył zatyka owadom przetchlinki co sprawia, że się duszą. Owady nie mają płuc, wymiana gazowa zachodzi poprzez przetchlinki, czyli otwory na całej powierzchni ciała owadów, które prowadzą do płucotchawek lub tchawek. Gdy te otwory(przetchlinki) zostaną zablokowane pyłem z mączki skalnej owad dusi się. Mączki skalne (w tym bazaltowe) rozpylone w okresie żerowania owadów zabiją wszystkie stawonogi (czyli np. owady i pająki) w tym pożyteczne znajdujące się w zasięgu pylenia (czyli nad ziemią). Jeśli chcemy zastosować mączkę skalną bez szkody dla owadów musimy rozprowadzić ją w okresie gdy nie ma owadów (np późną jesienią, zimą, wczesną wiosną), użyć mączki bazaltowej o dużej frakcji (bez pyłów) lub połączyć mączkę bazaltową z wodą, dzięki czemu nie będzie się pylić. Mączka skalna nie posiada okresu karencji, czyli nie należy się bać, że produkt nią opylony będzie szkodliwy dla naszego zdrowia. Wynika z tego jednak fakt, że po opadnięciu pyłu środek ten przestaje również działać na owady... Rośliny należy opłukać, co wydaje się naturalne - jaka to przyjemność jeść zakurzoną sałatę?
Mączka bazaltowa stanowi dobry środek na stonkę ziemniaczaną

Mączka bazaltowa jest zatem nieselektywnym, totalnym, nietoksycznym insektycydem z zerowym okresem karencji.

Teraz trochę o kosztach... Mączkę bazaltową można kupić już za 22 zł za tonę. To cena za niesortowaną wiekość ziaren (tzn. dostaniemy mączkę skalną w której mogą być cząstki wielkości dziesiątych części mm jak i 3 cm). Do naszych celów zupełnie to nie przeszkadza. Warto wiedzieć jednak, że im większe cząstki tym wolniejszy jest ich rozkład i co za tym idzie wolniejsze działanie (ale też na dłużej wystarcza). Taka mieszanka o nieregularnej wielkości jest do celów rolniczych idealna, gdyż część rozłoży się szybko, a cześć zostanie na później.

Podana wyżej cena to cena w kopalnaich bazaltu czy miejscach gdzie się go przetwarza. Do nich należy dodać jeszcze koszt transportu do naszego miejsca.


Zdjęcie dzięki uprzejmości Wikipedii.

Co o tym myślisz?

sobota, 26 grudnia 2009

Jak wykorzystując zasady permakultury zapewnić sobie emeryturę lepszą niż w ZUS'e?


Dlatego, że wielu z czytelników tego bloga interesuje się ekonomią i są młodzi...

Nie mamy co liczyć na emeryturę z ZUS'u, IKE, OFE czy innych (nowo)tworów finansowych. Same OFE od września 2008 do września 2009 straciły kilkanaście procent zgromadzonych na nich pieniędzy.

Chcesz dowiedzieć się jak zainwestować swoje pieniądze i mieć roczną stopę zwrotu z inwestycji rzędu 300% ? Przeczytaj tego posta.

Czy będę chciał Cię wrobić w jakiś nowy, super oprocentowany fundusz inwestycyjny? Czy będę chciał zapisać Cię do jakiegoś OFE (które od września 2008 do września 2009 straciło po kilkanaście procent)?

Nie

Będę namawiał Cię do tego byś zainwestował (tylko swój czas) i zapoznał się z zasadami permakultury i ogrodnictwa. Czy jesteś uczniem, studentem, bankierem, taksówkarzem, czy jesteś bezrobotnym( a właściwie zwłaszcza jak jesteś bezrobotnym). Zainwestuj swój czas, NAUCZ SIĘ jakichś praktycznych umiejętności, wyprodukuj chociaż część swojej żywności. Za zaoszczędzone pieniądze kupuj sobie kilka srebrnych monet miesięcznie. Opieraj swoją emeryturę na czymś konkretnym.

Będę namawiał Cię byś posadź jakieś produktywne drzewo. Najlepiej orzechowe, czy kasztany jadalne, gdyż je można jeść i przechowywać cały rok. Jeśli będziesz samowystarczalny jeżeli chodzi o żywność, to tak jakby Twoja emerytura była wyższa o minimum 300 zł(za żywność ekologiczną, którą będziesz spożywał zapłaciłbyś w sklepie prawdopodobnie ponad 600 zł). Zaprojektuj sobie lub zleć komuś projektowanie leśnego ogrodu. Najprawdopodobniej zajmie to kilka lat nim leśny ogród wejdzie w szczyt produktywności. Nie wymaga on dużych nakładów na utrzymanie (zarówno w robociźnie jaki i pieniądzach) a potencjalna korzyść, jaką możesz z niego mieć jest ogromna)

Posadź bluszcz na północne ścianie Twego domu, żeby zaoszczędzić pieniądze na ogrzewaniu.


Dzięki tym bardzo tanim inwestycjom (kwestia kilkudziesięciu zł na narzędzia i nasiona) z czasem będziesz mógł przy nie zmienionym dochodzie zaoszczędzić parę złotych, które będziesz mógł dalej zainwestować.

Będę namawiał Cię byś rozważył, by wybudować się na wsi. Za cenę 1 m2 ziemi w mieście możesz często kupić 1 ar, czyli 100 m2 ziemi na wsi.

Miej rodzinę, dzieci zwłaszcza - one mogą Cię utrzymywać na starość.

Stary wierszyk naszych przodków głosi:

"Klaczka, pszczółka, i pszenica
wywiodą z długów szlachcica"

Oni dostrzegali, że prawdziwe bogactwo to ziemia. Ziemia, która odpłaca się obfitymi plonami, jeśli tylko przestrzegamy jej praw.

Zdjęcie dzięki uprzejmości Wikipedii

A Ty zabezpieczając się na starość wykorzystasz zasady permakultury ?

piątek, 25 grudnia 2009

Permakultura i leśne ogrody cz.3

Jako, że w sondzie prowadzi temat leśnych ogrodów (to Wy, moi czytelniczy wpływacie na tematykę postów) postanowiłem szybciej niż zamierzałem napisać wpis co lesnych ogrodach cz. 3.

Przechodząc do konkretów, serwuję kolejną dawkę informacji dotyczących leśnych ogrodów.

Poprzednie wpisy możesz przeczytać pod tymi linkami:
cz.1
cz.2

Oto kolejne czynniki, na które powinniśmy zwrócić uwagę, przy projektowaniu leśnego ogrodu.

Głębokość ukorzeniania się roślin. Powinniśmy łączyć rośliny o różnym systemie korzeniowym. np. płytkim, średnio głębokim i głębokim systemie korzeniowym. Pozwoli to uniknąć lub zminimalizować konkurencję między roślinami. Wynika to z tego, że różne rośliny mają większość korzeni na różnej głębokości, dzięki czemu rośliny "nie wchodzą sobie w paradę". Przy dobrym projekcie, rośliny nie tylko sobie nie przeszkadzają, ale siebie nawzajem wspierają. Dzieje się tak zwłaszcza przy współpracy roślin o głębokim systemie korzeniowym z roślinami o płytkim systemie. Rośliny o płytkim systemie korzeniowym chronią górna warstwę gleby przed erozją gęstą plątaniną korzeni. Rośliny o głębokim systemie korzeniowym wydobywają wodę oraz substancje odżywcze dla roślin o płytko położonych korzeniach. Na skalę przemysłową wykorzystują tą zasadę Chińczycy, którzy w swoich systemach agroleśniczych łączą uprawę zbóż z drzewami. Paulownia puszysta ( Paulownia tomentosa ) inaczej Cesarskie Drzewko Szczęści bywa sadzone z pszenicą. Nie dość, że drzewo to służy za wiatrochron dla pszenicy, co zwiększa plon pszenicy. To jeszcze paulownia puszysta ma większość korzeni na głębokości 40-100 cm, pszenica natomiast na głębokości 0-30 cm. Paulownia wychwytuje zatem większość nawozów sztucznych, które zostaną wymyte poza zasięg korzeni pszenicy. Nie dość, że zapobiega się w ten sposób zanieczyszczeniu wód gruntowych rzek, strumieni i jezior, to jeszcze przyspiesza to wzrost drzewa. Część nawozu zostaje jednak "zwrócona" pszenicy, gdyż paulownia jest drzewem liściastym,, gubiącym liście na zimę. Liście przyczyniają się zatem do tworzenia gleby i dostarczają glebie ściółki oraz dobrego ekologicznego nawozu.

Kolejna dawka porad już w następnym poście dotyczącym leśnych ogrodów.
A Ty co o tym myślisz?

czwartek, 24 grudnia 2009

Jak kultura może wpłynąć na ograniczenie plonów.


Niektórzy ludzie uważają to za rarytas, a Ty?

Dzisiejszy wpis jest konsekwencją świątecznej rozmowy z moją narzeczoną...

Kilka tygodni temu na jednym z forów internetowych zamieściłem wpis o wegetarianizmie. Wkleję tutaj nieco poprawiony fragment tego wpisu:

"Oczywiście we współczesnym modelu rolnictwa jedzenie mięsa jest "niewydajne". Zwłaszcza jeśli karmi się krowy zbożem a nie trawą. Pod tym względem wegetarianie są pożyteczni. Jeśli więcej ludzi jadłoby mięso, to popyt na zboże (i soje) byłby większy, więc nasze smaczne mięcho byłoby droższe:)

Wegetarianizm(jeśli miałby mieć pobudki etyczne) i miałby być zastosowany do całości populacji jest...bardzo niewydajnym systemem lub hipokryzją.

Wegetarianie jedzą mleko - krowa musi się mniej więcej raz do roku ocielić, żeby dawała mleko. Mniej więcej połowa jej dzieci to byczki. Jak wiadomo byk mleka nie daje:)
Do utrzymania krowy potrzeba około 1 ha pastwiska (zakładamy, że chcemy dbać o zwierzęta i nie karmić je nienaturalnym pokarmem jakim dla krowy jest zboże).
Po 11 latach mamy 6 krów(jedna matka+5dzieci - jałówek) i 5 byków. Do których utrzymania potrzebujemy 11 ha pastwiska. To wszystko po to by doić 1 krowę! Jak łatwo zauważyć nie jest to system zrównoważony.
Podobnie jest z kurczakami a raczej jajami (z tym, że młode kogutki są od razu zabijane - nie opłaca się kurczaków odmian "jajecznych" tuczyć.)


Bill Mollison - twórca pojęcia permakultura projektował raz system permakulturowy wyznawcom Hare Kryszna. Oni są wegetarianami pijącymi mleko. Chcieli hodować swoje krowy do produkcji mleka, ale nie mogą jeść ich mięsa. Mollison powiedział, to sprzedajcie krowy do rzeźni - wtedy ich nie zabijecie i jeszcze na tym zarobicie.
Nie, nie można czerpać korzyści z cierpienia zwierząt, a tym bardziej z ich zabijania. Powiedział, że w takim razie nie może im pomóc, bo z tej sytuacji nie ma rozsądnego rozwiązania, bo (tutaj przedstawił te obliczenia o krowach, które napisałem powyżej)

Krysznowcy jednak znaleźli rozwiązanie. Nie było ono rozsądne, ale rozwiązanie znaleźli:

Wieczorem, "zbędne" byczki i krowy wypuszczali poza ogrodzenie. Tam po prostu znikały. Tylko krew i kości zostawały zawsze. Gdy wie się, że akcja toczy się w Indiach, a osada o której mowa znajdowała się na terenie gdzie występują tygrysy chyba nikt nie ma wątpliwości, co działo się z tymi niechcianymi zwierzętami.

Los je spotkał dokładnie ten sam jeśli skończyłyby jako kotlet czy tatar:) na ludzkim talerzu. Przy okazji wiele głodnych ludzi (w Indiach ludzie nadal umierają z głodu) mogłoby się najeść.

Podsumowując wegetarianie i mięsożercy są sobie potrzebni i wspierają się nawzajem:) Dokładnie jak w naturalnych, zdrowych ekosystemach:)"

Czy zatem uprzedzenia sprawiające, że plony z ha są mniejsze niż potencjalnie możliwe dotyczą tylko "nierozsądnych" wyznawców Hare Kryszna?

Nie.
To dotyczy również nas "normalnych" Polaków. Ogromna większość Polaków mających dostęp do ogrodów, pól, lasów, działek, stawów nie wykorzystuje z powodów kulturowych ich pełnego potencjału. Kto z nas zjada psy, konie, ślimaki, czy żaby?

Wszystkie ww stworzenia są przez niektóre nacje zjadane, niektóre są nawet uznawane za przysmak (raz w Grecji widziałem tackę pół kilogramową winniczków w cenie 8 albo 20 euro). Nie wykorzystanie poszczególny plonów może nawet sprawić, że spadnie wydajność innych plonów. Proszę w tym momencie pomyśleć o ślimakach w grządce sałaty. Przeciętny człowiek pomyśli "o cholera, muszę coś z nimi zrobić (czymś opryskać lub wyzbierać ręcznie), znowu czeka mnie niewdzięczna robota w ogródku". Francuz pomyśli(tak, używam stereotypu:): " świetnie będzie dziś na obiad sałatka i smażone ślimaki, muszę lecieć po jakieś dobre wino z tej okazji".

Nie wykorzystując niektórych plonów sprawiamy, że kilka nisz ekologicznych jest nie zapełnionych, co jest przyczyną dodatkowej, nieproduktywnej pracy (np. ochrona warzywniaka przed ślimakami).

W telewizji swego czasu słyszałem o bezdomnym człowieku, który zabijał psy i je zjadał. Ludzie z jakiejś organizacji chroniącej prawa zwierząt zgłosili na policję informacje o popełnieniu przestępstwa czy wykroczenia. Pan ten został skazany (kara chyba w zawiasach). Jakoś nie jestem w stanie potępić tego człowieka, a Ty?

Zdjęcie dzięki uprzejmości Wikipedii.

Co o tym myślisz, może też znasz też jakiś dobry przepis na ślimaki? Zjadłbyś psa, konia, żabę, świerszcza? Jeśli nie, to dlaczego?


Życzę wszystkim smacznego karpia:) wesołych świat Bożego Narodzenia spędzonych w rodzinnym gronie i szczęśliwego nowego roku.

środa, 23 grudnia 2009

Keyline designe - czyli jak przyspieszyć procesy glebotwórcze kilkaset razy i sprawić, że nasze gospodarstwo będzie suszoodporne


Proces glebotwórczy to wytwarzanie gleby. Dzieje się to dzięki wietrzeniu (erozji) skały macierzystej, potem różnorodne organizmy(grzyby, rośliny, bakterie, zwierzęta) w procesie sukcesji ekologicznej zmieniają tą luźną skałę, w tętniący życiem twór, jakim jest gleba. Więcej na temat sukcesji ekologicznej możesz poczytać tutaj (tak gdzieś w połowie tekstu)

Według potocznej wiedzy 1 cm gleby tworzy się kilkaset do tysiąca lat. Jest to prawda, w naturalnych warunkach.

W naturalnym lesie wytwarzane jest około 0,2t/ha/rok.
Tak, 200 kilogramów na hektar na rok. W traceniu gleby poprzez różnego rodzaju erozje, utlenianie materii organicznej itp. człowiek osiągnął trzeba przyznać zadziwiającą biegłość. Wiele osób słyszało o tym w kontekście krytyki socjalizmu, że ZSRR zdegradowało jedne z najżyźniejszych gleb świata - ukraińskie czarnoziemy. Trzeba przyznać, że USA nie pozostawało im dłużne i doprowadziło do podobnego stanu degradując swoje żyzne niegdyś gleby preriowe. Stosowane przez wiele lat praktyki rolnicze doprowadzały do tego, że w ciągu roku tracono na ha do 40 ton gleby. Polepszenie techniki rolnej sprawiło, że dzisiaj przeciętnie traci się "tylko" 5 ton na ha. Sytuacja zmieniła się zatem z katastrofalnej w tragiczną.

Jak łatwo widać nie jest to sytuacja, która może trwać w nieskończoność.
W skrajnych przypadkach działalność człowieka jest w stanie doprowadzić do utraty 1000 ton gleby w ciągu kilku tygodni (lawiny błotne, które powstają po wycięciu lasów w południowej Azji). Zatem w ciągu roku jesteśmy w stanie stracić glebę wytwarzaną przez 5000 tysięcy lat. Taka sytuacja nie może trwać w nieskończoność.

Czy możemy zatem coś zaradzić w tej sprawie? Czy możemy odwrócić czy chociaż zatrzymać te niekorzystne trendy?

Tak!

W pierwszej połowie ubiegłego wieku pewien australijski inżynier górnictwa Percival Alfred Yeomans stracił w pożarze buszu brata (przed pożarem buszu nie da się uciec - rozprzestrzenia się z prędkością nawet ponad 200 km na godzinę). To tragiczne wydarzenie skłoniło go do stworzenia systemu, który rozwiąże najbardziej dotkliwe problemy Australii, czyli pożary będące konsekwencją suszy. Z czasem pojawiło się rozwiązanie - Keyline design ( termin nieprzetłumaczalny na język polski; oznaczający coś w rodzaju "projektowania przepływu")

Czym zatem jest Keyline design stworzony przez P. A. Yeomans'a ?

To sposób projektowania krajobrazu (rolnego, leśnego), który wykorzystując topografię terenu dąży do maksymalizacji wykorzystania wody. W tym celu wykorzystuje się wysoko położone(w danym terenie) tamy, specyficzny sposób przygotowania gleby (o tym za chwile), odpowiedni wypas zwierząt, kanały irygacyjne. Dzięki odpowiedniemu projektowi 2 osoby są w stanie w ciągu kilku godzin nawodnić 280ha, bez użycia pomp.

Jak przyspieszyć wytwarzanie gleby kilkaset razy?
P. A. Yeomans zauważył, że przy odpowiednim sposobie gospodarowania ziemią da się wytworzyć kilka cm gleby w ciągu 1-3 lat.

Jak to zrobić?

Ziemia powinna być pastwiskiem, ruń pastwiska powinna zawierać rośliny głęboko korzeniące się, najlepiej o bardzo ekspansywnym systemie korzeniowym.
Gdy wzrost wegetatywny roślin jest maksymalny (fachowo w momencie strzelania roślin w kłos) stosuje się specjalny pług(z ang. Yeomans Keyline Plow), to taki ulepszony kultywator(z ang. chisel plow). "Orkę" przeprowadza się dokładnie w poprzek stoku. Dzięki temu każda woda która spadnie na dany teren wsiąknie w glebę a nie spłynie po powierzchni. Jednak najważniejszym działaniem tego kultywatora jest podcięcie korzeni oraz napowietrzenie gleby. Kultywator w przeciwieństwie do zwykłego pługa nie powoduje odwrócenia warstw gleby "do góry nogami".
Dodatkowym działaniem, które trzeba przeprowadzić jest intensywny wypas zwierząt w tym czasie. Przygryzienie roślin, nawóz z odchodów zwierząt, powoduj gwałtowny wzrost roślin, podcięcie korzeni sprawia, że do gleby dostaje się się (bez jej odwracania) umożliwia zachodzenie procesu rozkładu materii organicznej oraz możliwość głębszej penetracji korzeni gwałtownie rosnących roślin. Rośliny będą mogły szybko ukorzenić się do poprzedniego poziomu (w końcu wcześniej rosnące tam korzenie rozkładają się). Dodatkowo kultywator ułatwi wzrost korzeni na większą głębokość niż poprzednio.

Po spasaniu roślinności przez zwierzęta daje się trochę czasu by rośliny odzyskały siły, po czym prowadzi się normalną gospodarkę pastwiskową. Po kilku miesiącach zabieg powtarza się, z tą różnicą, że tym razem kultywatorem pracuje się głębiej.

Efektem tej działalności jest wytworzenie bardzo żyznej gleby w przeciągu zaledwie kilku sezonów.

Yeomans napisał 4 książki (3 z nich dostępne w wersji online pod linkami w nazwie książki) Niestety nie zostały przetłumaczone na j.polski :
The Keyline Plan,
The Challenge of Landscape,
Water For Every Farm,
The City Forest.


Zdjęcie dzięki uprzejmości Wikipedii

A Ty co o tym myślisz?

wtorek, 22 grudnia 2009

Permakultura i gleba - jak podnieść poziom materii organicznej w glebie o kilkaset procent w ciągu kilku minut?


Dzisiejszy post dotyczyć będzie materii organicznej w glebie. Zanim jednak wyjdziesz ze strony nie czytając artykułu...

Stop!

Przeczytaj chociaż ten punkt, żeby wiedzieć co tracisz i jakiej wiedzy nie posiądziesz:
Chcesz zmienić swój "piach", ziemię po budowie, gruz w żyzną glebę w ciągu roku - dwóch bez wytwarzania czy kupowania ton kompostu?
Chcesz wiedzieć jak mieć większe plony?
Chcesz móc rzadziej podlewać?
Chcesz mieć zdrowsze warzywa i owoce?
Chcesz mieć mniej rośliny bardziej odporne na na ataki chorób i szkodników?
Chcesz zaoszczędzić pieniądze na wywozie śmieci i roboty na grabieniu liści?
chcesz ulepszyć swoją glebę bez kopania całej działki i bolących pleców?

Jeśli nie interesuje Cię ta wiedza, to nie czytaj dalej - stracisz tylko czas, bo post ten będzie odpowiedzią na ww pytania.

Nie zamierzam pisać artykułu na temat gleboznawstwa, bo (po reakcjach rodziny wiem, że tylko mnie ten temat interesuje;)
Chciałbym przedstawić kilka informacji nt. poziomu materii organicznej w glebie oraz roli materii organicznej (w glebie:)

Zatem dlaczego pisać o glebie na blogu o permakulturze? Bo grunt to zdrowie:) i to całkiem dosłownie. Zdrowa gleba daje zdrowe plony.

Materia organiczna w glebie to : bakterie, grzyby, roślin, zwierzęta, wirusy... Słowem wszystkie możliwe grupy organizmów zamieszkujące glebę. Materia organiczna to również wszystkie ww. składniki w różnych stadiach rozkładu. Niektóre z tych składników są "trochę martwe" inne są już tak martwe, że nawet naukowcy nie są w stanie dojść co to jest a raczej było. Inna nazwa na te dobrze rozłożone części to humus lub próchnica glebowa. Wszystkie te składniki - zarówno żywe jak i martwe są bardzo potrzebne w glebie. Gleba ich pozbawiona jest gleba upośledzoną. Taka gleba (o ile stan ten będzie się utrzymywał) będzie z czasem się degenerować. W zależności od punktu wyjścia i tego jak będziemy tą glebę traktować może to trwać setki lat, dziesiątki, a nawet rok ( i mniej).

Jakie funkcje pełni materia organiczna w glebie?
-próchnica utrzymuje wilgoć w glebie - bardzo ważne na lekkich, piaszczystych glebach
-zapobiega wymywaniu składników mineralnych z gleby - bardzo ważne na lekkich, piaszczystych glebach
-chroni przed erozją wodną
-stanowi "bank" składników odżywczych dla roślin
-poprawia drenaż gleby np. dżdżownice - bardzo ważne na ciężkich, gliniastych glebach.
-niszczy patogeny roślin i zwierząt

Chciałbym zaznaczyć, że jakiś poziom materii organicznej w glebie występuje zawsze, kwestia w tym by był on możliwie jak najwyższy (około 3-5% w warunkach polskich jest osiągalne)

Od czego zależy poziom materii organicznej w glebie?
-temperatury gleby i otoczenia ( im cieplej tym szybciej się rozkłada)
-wilgotności (im wilgotniej, ale do pewnego poziomu tym szybciej jest rozkładana)
-ilości resztek roślin/zwierząt/kompostu corocznie dostarczanych do gleby - im więcej tym szybciej się akumuluje (proszę pomyśleć o liściach spadających z drzew co roku w lesie)
-od zabiegów agrotechnicznych (jak uprawiamy ziemię, czy ją orzemy, przekopujemy itp) im bardziej przekopujemy, orzemy tym szybciej materia organiczna się rozkłada.

O ile na 2 pierwsze czynniki nie mamy dużego wpływu (ewentualnie możemy podlewać), to na dwa następne mamy bardzo duży. Najbardziej istotne jest jednak ten ostatni czynnik. Możemy dodawać kompost tonami, ale jeśli będziemy dużo orać, przekopywać glebę lub zostawiać glebę bez okrycia to i tak akumulacja (zwiększenie) poziomu materii organicznej będzie powolne, lub nawet ujemne.

Jak zatem zwiększyć poziom materii organicznej w glebie? Należy dodać dużą ilość nierozłożonej materii organicznej na wierzch gleby i nie orać czy przekopywać gleby.

Jak można zwiększyć w ciągu kilku minut poziom materii organicznej o kilkaset procent?

Układamy kostki słomy (tak, takie baloty o rozmiarach kilkadziesiąt cm na kilkadziesiąt cm na kilkadziesiąt cm). Na nie kładziemy około 3 cm wierzchniej warstwy gleby. Na to jeszcze kilka cm warstwę luźnej słomy (żeby zabezpieczyć glebę przed wysuszaniem i erozją wodną) Konstrukcja jest gotowa do sadzenia (wyjątkowo dobrze udają się ziemniaki i motylkowe). To wszystko?

Tak, w ten sposób zwiększyliśmy poziom materii organicznej w glebie (dodaliśmy przecież materię organiczną). W ciągu kilku/kilkunastu miesięcy słoma będzie się rozkładać, co sprawi, że zostaniemy z najczarniejszą, żyzną glebą.

A co z nawożeniem, czy słoma nie zwiąże całego azotu? Ten problem można olać ciepłym moczem (dosłownie;). W moczu zawarty jest azot i inne dobrodziejstwa potrzebne naszym kartofelkom:)
Zamiast słomy można użyć również np. liści.

Zdjęcie dzięki uprzejmości wikipedii


Ten post jest wynikiem głosowania czytelników w ankiecie.

A Ty co o tym myślisz? Zostaw proszę komentarz.

poniedziałek, 21 grudnia 2009

Permakultura i opłacalność produkcji rolnej



Dzisiejszy post przerwie pasmo bardzo teoretycznych rozważań. Będzie dużo bardzo przyziemnych informacji - czyli o kasie:)

Zatem jak to jest z ta opłacalnością przy produkcji rolnej w permakulturze? Czy skoro plon główny jest niższy niż w uprawie konwencjonalnej, to automatycznie zysk jest mniejszy?

Niekoniecznie

Dlaczego niby "nie koniecznie" skoro mniej możemy sprzedać? Ponieważ minimalizujemy koszta. Jeśli sprytnie zaprojektujemy nasze gospodarstwo, to np odpadną nam koszty nawozów azotowych, których w zależności od rodzaju roślin uprawianych zużywa się do około 200kg na ha. Cena 1kg nawozu w przeliczeniu na czysty azot to 1,5 - 2 zł. Rocznie na ha daje to oszczędności rzędu 300-400 zł. Podobnie jest z wodą. Jeśli wykopiemy swale to nie będziemy musieli wydawać pieniędzy (lub zmniejszymy zapotrzebowanie)na nawadnianie naszych pól/sadów/lasów/pastwisk. Oprócz tego zmniejszy to erozję wodną, co dalej ograniczy potrzebę nawożenia.
Jeśli zadbamy o wzrost poziomu materii organicznej w glebie również polepszy się zaspokojenie potrzeb wodnych i odżywienie roślin (minerały będą utrzymywane przez humus). Wysoki poziom humusu to większa odporność gleby na ubicie, dzięki czemu nie musimy tak dużo orać - kolejne oszczędności, tym razem na paliwie i amortyzacji maszyn rolniczych. Zadbanie o to by było bogactwo różnych roślin dających nektar oraz o habitaty dla zwierząt sprawi, że różne owady, grzyby, zwierzęta będą działać jako chodzące selektywne pestycydy. Chemiczne pestycydy nie biorą się z powietrza - trzeba je kupić. To kolejna pozycja na której można zaoszczędzić prowadząc gospodarstwo permakulturowe.

Wymieniłem jak można zaoszczędzić pieniądze na pozyskiwaniu tylko jednego "plonu". Dodatkowy dochód można mieć ze zbierania ziół, produkcji miodu, drewna, usług turystyczne. Warte uwagi, jest to, że osoba, której posiadłość zaprojektowana jest zgodnie z zasadami permakultury może ubiegać się o certyfikat uprawy ekologicznej. Zazwyczaj taki rolnik dostaje trochę więcej pieniędzy za swoje produkty niż rolnik nie posiadający certyfikatu. Szkoda tylko, że to "trochę więcej" które dostaje rolnik nie przekłada się na "trochę droższy" produkt w sklepie. Zazwyczaj cena takich produktów w sklepie jest kilkadziesiąt do kilkuset procent wyższa. Krwiożerczy kapitaliści jedni ;)

Permakultura nawołuje do tego by nie uprawiać tylko jednego plonu - jest to rozsądne również ze względów ekonomicznych. W uprawach monokulturowych łatwo o bardzo szybkie namnożenie się szkodników naszej uprawy - w końcu jedzenia mają pod dostatkiem. Może się przydarzyć nam właśnie taka gradacja szkodników, albo późny przymrozek. Nigdy nie wkładaj wszystkich jajek do jednego koszyka...

Nawet jeśli rok jest idealny do uprawy danej rośliny jest to paradoksalnie niedobre. Ponieważ dla innych producentów danego produktu ten rok również mógł być idealny więc jest dużo produktu na rynku. Duża podaż to spadek cen, co może sprawić, że i tak nie wyjdziemy na plus. W sytuacji gdy mamy zdywersyfikowaną (różnorodną) produkcję to i szkodniki nam tak nie groźne (jak jedno się nie uda, to inne na pewno tak). Również jesteśmy bardziej odporni na klęski urodzaju.

Minusem jest to, że będziemy musieli posiąść dodatkową wiedzę (np. o produkcji dodatkowych roślin). Uprawa monokulturowa jest w jakimś sensie łatwiejsza. Permakultura w Polsce to ciągle wielka nowość.

Zdjęcie dzięki uprzejmości Wikipedii

Proszę zostaw komentarz, jestem ciekaw tego co myślisz, chętnie również odpowiem na Twoje pytanie.

niedziela, 20 grudnia 2009

Etyka w projektowaniu permakulturowym


Dzisiejszy post dotyczyć będzie etyki w projektowaniu permakulturowym. Dlaczego etyki?
Ponieważ permakultura to system projektowania oparty na podstawach etycznych.

Trzy podstawy etyczne permakultury wg Billa Mollisona:
1.Troska o Ziemię
2.Troska o ludzi
3.Ustanowienie limitu dla nadmiernego wzrostu konsumpcji i populacji.

Trzy podstawy etyczne zazwyczaj stosowane w projektowaniu permakulturowym:
1.Troska o Ziemię
2.Troska o ludzi
3.Ograniczenie konsumpcji i redystrybucja nadmiaru (plonów, energii, pieniędzy...)

Dlaczego napisałem o tym rozróżnieniu? Ponieważ Bill Mollison jest bardzo kontrowersyjną postacią i nie wszyscy są w stanie zaakceptować jego 3 zasadę.

Wytłumaczę pokrótce o co chodzi w poszczególnych zasadach.

Troska o Ziemię. To troska o to by wszystkie naturalne ekosystemy istniały dalej, ewoluowały i powiększały się. Przestrzeganie tej zasady etycznej nakazuje zostawienie naturalnych ekosystemów i wykorzystywanie ich tylko, gdy nie mamy innego wyjścia, gdy zaistnieje taka konieczność. Przy czym wycinanie puszczy amazońskiej by zwiększyć (czasowo) produkcję wołowiny na hamburgery nie jest taka koniecznością. Zwłaszcza, że np. dzienna dieta przeciętnego Amerykanina jest o kilkaset kilokalorii zbyt obfita. Nierozerwalnie z troską o Ziemię łączy się oszczędzanie zasobów naturalnych - gdyż w ten sposób jesteśmy w stanie zmniejszyć ilość zanieczyszczeń a co za tym idzie nasz negatywny wpływ na Ziemię. Powinniśmy również oszczędzać energię i budować nasze miasta, siedliska, domy z myślą o jak najmniejszej konsumpcji energii.

Troska o ludzi. Tak samo jak troska o swoją żonę, dzieci, rodzinę generalnie się opłaca w biologicznym sensie (przekazać geny dalej itp) - raz ja pomogę ci , później ty pomożesz mi. Tak samo "opłaca się" dbać o ludzi w sensie społeczeństwa. Współczesnym przykładem (miejmy nadzieję, że skutecznym) jest ruch fair trade (sprawiedliwy handel). Opiera się on na płaceniu robotnikom pracującym na np.plantacjach bananów co najmniej oficjalną pensję minimalną. uwzględnia się również podstawowe zasady BHP pracowników (np. nie zbierają bananów w momencie gdy samolot rozpyla w powietrzu opryski). Dzieciom pracowników plantacji zapewnia się dostęp do podstawowej edukacji. W projekcie zatem powinniśmy uwzględniać, by nie tworzyć niebezpiecznych, czy upadlających miejsc pracy. Zaprojektowany przez nas system nie powinien wymagać, by klient potrzebował stałej pomocy od projektanta. Po założeniu systemu (i ewentualnej pomocy przy jego zakładaniu) osoba, której projektujemy powinna być w stanie w miarę niezależnie móc nim zarządzać.

Ustanowienie limitu dla nadmiernej konsumpcji i populacji. To chyba najbardziej kontrowersyjna zasada etyczna. O ile pierwszy człon jest w miarę prosty i zrozumiały i niejako łączy się z pierwszą zasadą (jeśli będziemy zbyt dużo konsumować, to wkrótce przekroczymy wydajność aktualnie zajmowanych terenów i będziemy musieli poświęcić nowe obszary dziewiczych lasów w celu zaspokajania naszych potrzeb). Druga część wiąże się z tym samym problemem - jeśli nawet każdy z ludzi będzie miał skromne potrzeby, ale będzie tych ludzi mnóstwo nastąpi ten sam proces - przekroczenie wydajności ekosystemów. Tak samo jak nie da się wyżywić 30 krów na 1 ha pastwiska, tak istnieją granice w wydajności dla produkcji jedzenia dla ludzi. Niektóre obszary na Ziemi są przeludnione - niektóre nisze ekologiczne ludzi są "przepełnione" Np. dostępność drewna opałowego, żywności, wody do celów rolniczych (np. rzeki Tygrys, Eufrat i Jordan na Bliskim Wschodzie)

Wszelkie gatunki organizmów są najbardziej narażone na wymarcie, gdy ich populacja jest zbyt mała lub zbyt duża. Przykład na zagrożenia wynikające ze zbyt małej populacji to: samiec nie jest w stanie spotkać samicy w okresie godowym, co doprowadza do braku potomstwa lub kojarzenia się osobników zbyt blisko ze sobą spokrewnionych, co doprowadza do degeneracji rasy,(jak to rasistowsko zabrzmiało:), wzrostu podatności na choroby, zwiększenia ilości chorób genetycznych... Co doprowadza do dalszego zmniejszenia ilości osobników.
Przykład na to, że populacja może zostać zniszczona, gdy populacja jest zbyt duża to drożdże w beczce gdy wytwarza się wino. Drożdże w sprzyjających warunkach (temperatura ilość cukru, wody, brak dostępu tlenu...) dosłownie (przepraszam za słownictwo)rozmnażają się do zasranej śmierci (alkohol to produkt przemiany materii drożdży, gdy jego stężenie przekroczy 17,5 % drożdże umierają, gdyż stężenie alkoholu jest dla nich toksyczne).

Redystrybucja nadmiaru to kolejna zasada etyczna - podziel się nadmiarem plonów, które pozostają po zaspokojeniu Twoich potrzeb. Zasada ta jest uniwersalna dla większości religii i filozofii. Część systemów etycznych idzie nawet dalej (np. chrześcijaństwo), dawaj nawet jeśli Tobie brakuje. Do redystrybucji nadmiaru plonów nie trzeba państwa z jego podatkiem dochodowym, wystarczą dobrzy ludzie. Nie zapominajmy również o dzikich zwierzętach (dokarmianie sikorek zimą itp.)

Permakultura opiera się na powyższych zasadach etycznych. Cała reszta to po prostu mechanika, jak te zasady etyczne wprowadzić w życie

Zdjęcie zrobione przez Aleksandrę Majdę

Proszę zostaw komentarz, jestem ciekaw tego co myślisz, chętnie również odpowiem na Twoje pytanie.

sobota, 19 grudnia 2009

Permakultura i energia cz.2 - entropia energii i biomasa.

Dzisiejszy post będzie kontynuacją rozważani o energii.

Jak najlepiej wytwarzać energię? Czy istnieje jeden najlepszy sposób jej produkcji? Oczywiście nie, wszystko zależy od konkretnego miejsca. W jednym miejscu opłacalne będzie postawienie wiatraka, w innym miejscu opłacalna jest produkcja biomasy, w jeszcze innym będą to kolektory słoneczne lub ogniwa fotowoltaiczne...

O uwzględnieniu (bądź nie) danego elementu w naszym projekcie decydują:
-warunki klimatyczne
-sposób użytkowania terenu
-umiejętności/preferencje właściciela/użytkownika terenu
-prawo
-kultura

Nie ma sensu polegać na drogich ogniw fotowoltaicznych, skoro miejsce jest bardzo wietrzne (gdzieś w górach powiedzmy). Miejsce słabe w produkcji energii z wiatru jest zazwyczaj dobre do produkcji biomasy - w końcu wiatr nie jest czynnikiem ograniczającym wzrost roślin. Nie oznacza to jednak, że pod żadnym pozorem nie powinno się tam stawiać wiatraka. Należy po prostu główny nacisk postawić na produkcje biomasy. Powinno się oprócz biomasy zapewnić jakieś alternatywne źródło energii.
Permakulturowa zasada głosi "Niech każda ważna funkcja w systemie będzie zapewniana przez co najmniej dwa elementy."

Dlaczego? ponieważ każdy element(w tym przypadku biomasa) może zawieść - atak szkodników, pożar, powódź... Chyba każdy się zgodzi, że funkcja dostarczania energii do domu, gospodarstwa, firmy jest ważna. Kto z nas chciałby mieć przeprowadzaną operację na otwartym sercu (czy mózgu:) w szpitalu w którym nie ma "awaryjnego" źródła zasilania. Dobrym rozwiązaniem jest również dywersyfikacja produkcji biomasy - nie uprawiać tylko 1 gatunku, a najlepiej kilka. Wtedy szansa, że wszystkie zawiodą jest mniejsza. Polska mądrość ludowa głosi "Nie wkładaj wszystkich jaj do jednego koszyka"

Jak zwykle Bill Mollison i David Holmgren (twórcy pojęcia Permakultura) nie odkryli tu Ameryki. Oni po prostu spisali kolejną zdroworozsądkową zasadę.

Wracając bardzo okrężną drogą do biomasy.
Energia podlega entropii (w uproszczeniu to jej rozproszenie). Im wyższe stadium entropii energii tym trudniej ją wykorzystać. Dobrym przykładem jest energia słoneczna. Jest to stałe, darmowe i odnawialne źródło energii. Niestety to energia stosunkowo "mało skoncentrowana". Fachowo nazywa się to małą gęstością energetyczną. Węgiel, gaz ziemny, czy ropa naftowa jest bardzo skoncentrowanym źródłem energii, co czyni ich wykorzystanie dużo łatwiejszym i tańszym.

Zawsze podczas przetwarzania jednego rodzaju energii w drugi dochodzi do jej utraty. Chodzi oczywiście o energię dostępną dla człowieka, gdyż każdy czytelnik tego bloga uważał na lekcjach fizyki;) i wie, że energia nigdy nie ginie, tylko zmienia swoją postać. Zatem podczas zamiany energii kinetycznej (siły) wiatru na energię elektryczną powstają straty (np. część energii kinetycznej zmienia się w energię cieplną, której nie wykorzystujemy) Podobnie jest z zamianą światła w energię elektryczną. Sprawność najlepszych komercyjnych ogniw fotowoltaicznych sięga około 22-23%(na statkach kosmicznych, satelitach, czy wahadłowcach mają lepsze ogniwa, ale ich cena też jest iście kosmiczna).
Im więcej przetwarzamy energię tym większe straty zachodzą. Dlatego ogrzewanie domu piecykiem elektrycznym jest takie drogie - najpierw dochodzi do zamiany energii cieplnej na elektryczną straty w elektrowni ( sprawność elektrowni to około 30-50%). Następnie dochodzi do odwrotnej zamiany - energii elektrycznej na energię cieplną (i powstawaniu kolejnych strat)

Podobny proces zachodzi w przyrodzie - rośliny produkują ze światła glukozę, białka, tłuszcze, które następnie są zjadane przez roślinożerców, a ci z kolei są zjadani przez mięsożerców. Im dalszy poziom łańcucha pokarmowego tym mniej organizmów zajmuje dany poziom. Obrazowo można to przedstawić w ten sposób (dane z głowy, nie mające odbicia w rzeczywistości):
na 10 ha jest milion koniczyn
10 ha może wyżywić 100 zajęcy
10 ha może wyżywić 1 wilka

Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ dochodzi do entropii (utraty) pierwotnej energii
ze świetlnej. Wilk nie jest w stanie pochłonąć całej energii jaką spożył zając z prostego powodu - zając zużył jej cześć na:
-utrzymanie temperatury ciała
-trawienie
-ruch (również ucieczkę przed wilkiem)
-rozmnażanie
-wiele, wiele innych

Czy ta energia zniknęła? Nie, ta energia nadal jest we wszechświecie, jednak jest ona stracona dla człowieka.

Co to ma wspólnego z biomasą?
Ano to, że proces ten zachodzi również jeżeli chodzi o produkcje biomasy. Jeśli wykorzystamy biomasę bezpośrednio do spalenia zostaje nam tylko popiół i energia. Popiół zawiera jakąś (zwykle małą) ilość substancji mineralnych, więc może stanowić nawóz. Z takiego wykorzystania mamy tylko 2 produkty.

Jeśli natomiast biomasę damy zwierzętom jako paszę a z ich odchodów wytworzymy metan to :
-tuczymy zwierzęta
-możemy od zwierząt uzyskać produkty takie jak mleko, wełnę, pierze...
-wytwarzamy energię
-mamy wartościowy nawóz (substancje podobną do kompostu)

Dlaczego jest to bardziej wydajne? ponieważ wykorzystujemy "odpady" - coś, czego zwierzęta nie mogą już wykorzystać.
Czy jesteśmy w stanie wytworzyć więcej energii poprzez bezpośrednie spalenie, czy bezpośrednio używając roślin do produkcji biogazu? Prawdopodobnie tak, jednak patrząc na całość "plonów", to z systemu system ze zwierzętami jest dużo bardziej produktywny i prawdopodobnie opłacalny.

Proszę zostaw komentarz, jestem ciekaw tego co myślisz, chętnie również odpowiem na Twoje pytanie.

środa, 16 grudnia 2009

Linki do zobaczenia

Przez najbliższe kilka dni, nie będę miał dostępu do internetu, więc postów nie będzie. W międzyczasie polecam obejrzenie kilku filmików:

Metoda produkcji energii i humusu z odpadów drzewnych (język angielski/niemiecki/)
cz. 1
cz. 2


Film Bill'a Mollison'a - twórcę pojęcia permakultura, tytuł Global gardener (język angielski/hiszpański)
cz.1
cz.2

wtorek, 15 grudnia 2009

Czego oczekują czytelnicy?

Drugi post napisany dzisiaj nie będzie typowym postem.
Chciałbym abyście Wy, czytelnicy tego bloga napisali jakie tematy chcielibyście abym poruszył na blogu.
Może ktoś z Was ma gospodarstwo nastawione na produkcję wołowiny i chciałby wiedzieć, jak można je ulepszyć wykorzystując zasady permakultury? Może macie kilka kur i chcielibyście sprawić, że będą lepiej wykorzystywać żywność na pastwisku? Może interesuje Was kwestie dotyczące uprawy biomasy?

O tym dowiem się tylko, jeśli o tym napiszecie.


Proszę swoje sugestie umieścić w komentarzach pod tym postem, dzięki nim ten blog będzie ciekawszy.

Permakultura i chwasty


Dzisiejszy post dotyczyć będzie chwastów, czyli wszelkich roślin (czasami termin ten dotyczy również ryb), które są niepożądane z punktu widzenia osoby, które się tym terminem posługują.

Co jest bardzo ciekawe, to fakt, że nie ma jakiejś jednej określonej listy roślin, które są chwastami. Wszystko zależny od kontekstu w którym dana roślina występuje i naszego do niej podejścia. Permakultura proponuje by poznać funkcję, którą dany chwast pełni i dlaczego on jest w miejscu w którym jest. W naturze nic nie dzieje się bez powodu, tak jest również w przypadku chwastów.

Chwasty, to prawie wyłącznie rośliny pionierskie, czyli takie, które pojawiają się na danym stanowisku w początkowym etapie sukcesji ekologicznej. Dojrzałe ekosystemy (w naszym klimacie to niemal wyłącznie las) są bardzo odporne na inwazje chwastów.

Chwasty pełnią bardzo ważną rolę. W permakulturze możemy wykorzystać chwasty na kilka sposobów:
1.Chwasty mówią nam o tym jakie warunki glebowo-świetlne występują na danym obszarze.
2.Chwasty stanowią "apteczkę pierwszej pomocy" w ochronie przed erozją. Udziela jej sama natura, całkowicie dobrowolnie.
3.Chwasty poprawiają żyzność gleby, gdyż wydobywają na powierzchnie mikro i makroelementy z głębszych warstw gleby, gdzie w innym wypadku byłyby niedostępne dla zbóż, większości drzew i krzewów owocowych.
4.Mogą stanowić lekarstwo i paszę dla ludzi:) i zwierząt.
5.Mogą dostarczać azotu innym roślinom.
6.Umożliwiają przetrwanie i rozmnażanie pożytecznym owadom/zwierzętom.

Rozwinę trochę poszczególne ww.sposoby wykorzystania chwastów.
1. Znając wymagania świetlne, glebowe i wodne chwastów jesteśmy w stanie zidentyfikować jakie rośliny będą rosły najlepiej na danym obszarze.

2.Chwasty chronią przed erozją. Najlepszym dowodem na to jest próba przekopania słabej piaszczystej gleby - normalnie nie stanowi to problemu. Do czasu aż dany kawałek gruntu nie zostanie skolonizowany przez perz.
3.Duża cześć chwastów ma bardzo głębokie systemy korzeniowe np. żywokost lekarski,lukrecja, cykoria ponad 2 metry. Zielone cześć roślin po obumarciu dostają się na powierzchnię ziemi, gdzie rozkładając się przyczyniają się do zwiększenia ilości różnych, wcześniej niedostępnych pierwiastków dla roślin o płytkim systemie korzeniowym.
4Większość chwastów stanowić może dodatek do paszy bądź lekarstwo dla zwierząt - perz i koniczyna (dwa pospolite chwasty trawnikowe) mogą stanowić podstawę paszy dla królików.
5.Koniczyna na trawniku sprawi, że traw jest bardziej zielona, zmniejsza się również zapotrzebowanie danego trawnika na wodę.
6.Na jesień uschnięte pokrzywy stanowią miejsce gdzie zimują np. biedronki - czyli owady zjadające mszyce.

Praktyczny przykład wykorzystania permakultury:
Jak w ciągu kilku godzin zmienić zachwaszczony gąszcz w... produktywne pastwisko.

Przypuśćmy,że mamy do oczyszczenia nowo zakupioną działkę, jest bardzo zarośnięta,
Na tej działce mamy również zarośnięty młodą wierzą, tatarakiem i trzciną staw, który trzeba oczyścić. Jakie mamy rozwiązania?

-Opryskać wszystko kilkakrotnie herbicydami - to rozwiązanie skuteczne, nie da się ukryć, ale czy chcemy jeść ryby z takiego stawu? Oczywiście takie rozwiązanie zupełnie odpada jeżeli mamy gospodarstwo ekologiczne. Potem i tak będzie trzeba uschnięte zarośla wynieść w jakiś sposób.

-Ręcznie wyczyścić - baardzo żmudna i niewdzięczna praca.

-Koparkę/buldożer - kosztowne rozwiązanie.

-Wykorzystać siły natury, czyli umieścić tam takie komponent systemu, który zrobi to za nas. Musimy zrobić analizę, co działa jak żywa rozdrabniarka/niszczarka zarośli/młodych drzew i szuwarów? Wybór pada na kozy, gęsi, nutrie (zależy od tego ile wody jest w stawie). Możemy dany teren ogrodzić elektrycznym pastuchem i pozostawić za ogrodzeniem ww. gatunki zwierząt. Z czasem (zależy od ilości zwierząt, wielkości zarośli, wielkości stawu) zwierzęta w sposób całkowicie dla nich naturalny przerobią zarośla w teren na którym ostają się tylko większe drzewa, do których będziemy mieć już dużo łatwiejszy dostęp. Moim zdaniem ostatnie rozwiązanie to rozwiązanie najlepsze, gdyż w czasie, gdy staw jest oczyszczany (wykonywana jest praca) to jeszcze tuczą się gęsi, możemy mieć jajka, koza może nam dawać mleka, mięsa (nie w jednym czasie;) skóry, wełny. Nutrie dają dobre mięso i wartościowe futro.

Możemy kozy i gęsi kupić, jeśli chcemy je hodować, możemy również je wypożyczyć, od jakiegoś hodowcy ww. gatunków zwierząt. Przy odpowiednich umiejętnościach marketingowych może uda nam się uzyskać jeszcze jakiś pieniądz za dzierżawę "pastwiska"?


Jak zatem radzić sobie z chwastami? Zjeść je, lub nauczyć się w jakiś inny sposób je wykorzystać. Wtedy właściwie przestaną być chwastami, a zaczną być wartościowymi roślinami użytkowymi.

Zdjęcie dzięki uprzejmości Wikipedii

Proszę zostaw komentarz, jestem ciekaw tego co myślisz, chętnie również odpowiem na Twoje pytanie.

niedziela, 13 grudnia 2009

Permakultura - jak wykorzystać staw do dogrzania i doświetlenia


Rysunek przedstawia dość obrazowo o co chodzi, kliknij na obrazek, żeby powiększyć.

Dzisiejszy post dotyczyć będzie wykorzystania stawu w celu dogrzania lub doświetlenia budynku, szklarni, czy też wymagających tego ciepłolubnych roślin.

Kąt padania promieni słonecznych zmienia się na przestrzeni roku. I tak (średnia dla Polski):

Największy jest w dniu przesilenia letniego - 21 czerwca, wynosi on około 60 stopni
Najmniejszy jest w dniu przesilenia zimowego -(zazwyczaj) 21 grudnia i wynosi około 15 stopni.
W dniu równonocy wiosennej 20/21 marca i w dniu równonocy jesiennej 22/23 września wynosi ono około 40 stopni. Jak wykorzystać te pozorni "nudne" astronomiczne dane?

Otóż można wykorzystać je do tego by wybudować staw w odpowiednim miejscu. W budownictwie pasywnym i energooszczędnym budynki powinny większość okien mieć na południu. Jeśli umieścimy staw na południu od domu, promienie słoneczne odbite od tafli stawu będą doświetlać/dogrzewać domu/szklarni zimą, wiosną i na jesień.
Staw ten może sprawić, że zyskamy cenną energię. Wszystko to bez płacenia złotówki*. Po prostu część promieni słonecznych odbije się od tafli stawu wpadnie przez okna do domu, gdzie doświetli/ogrzeje budynek/szklarnie. Ten sam efekt można wykorzystać ustawiając ciepłolubne rośliny na południe od stawu. Dzięki temu możliwa będzie uprawa winorośli w miejscach w których aktualnie nie można tego robić. Pod tym linkiem znajdziesz filmik po angielsku, który przedstawia Sepp'a Holzer'a austriackiego rolnika, który na górnej granicy lasu uprawia drzewka owocowe (w tym cytryny). Wszytko to nie było by zbyt dziwne, gdyby nie fakt, że jego gospodarstwo znajduje się w Alpach austriackich na wysokości 1100 - 1500 m.n.p.m. Polecam obejrzenie całego filmu, gdyż pokazuje on co można osiągnąć w górach, czyli terenie uważanym za niezbyt nadający się dla rolnictwa.

*Po jeśli staw wykopiemy ręcznie i mamy dobrą glinę na miejscu;) Koszt wynajęcia koparki zwróci się w ciągu kilku lat.

Proszę zostaw komentarz, jestem ciekaw tego co myślisz, chętnie również odpowiem na Twoje pytanie.

sobota, 12 grudnia 2009

Permakultura i maksymalne plony kalorii z ha


Na zdjęciu plantacja orzecha czarnego (Juglans nigra)

Nadszedł czas, by napisać o tym w jaki sposób można wytworzyć dużą ilość jedzenia.. Bardzo kalorycznego jedzenia.

W kręgach permakulturowych uważa się uprawę zbóż jednorocznych na dużą skalę za coś do czego ludzkość powinna raczej odchodzić. Wynika to z tego, że do uprawy zbóż trzeba co roku (czasem nawet częściej) pole zaorać, nawozić, odchwaszczać.. Wszystkie te czynności nie stanowią dla rolnika zbyt dużego problemu gdyż dysponuje on odpowiednią technologią (kombajny, traktory...) oraz dużą ilością stosunkowo taniej energii (ropą). Problem pojawia się lub pojawi się, gdy ta tanią energią nie będziemy dysponować. Inną sprawą jest, że oranie doprowadza do spadku żyzności gleby(oczywiście mowa o dziesiątkach i setkach lat). Dzisiejsze gleby są utrzymywane w stanie wysokiej produktywności głównie dzięki systematycznemu aplikowaniu nawozów sztucznych oraz agrochemii - to w połączeniu z bardziej produktywnymi odmianami roślin uprawnych stanowi tajemnicę sukcesu zielonej rewolucji z lat 60-tych ubiegłego wieku. Bez wykorzystywania tych substancji produktywność naszych pól spadłaby do dramatycznie niskiego poziomu. Wytykać wady jest bardzo łatwo, jakie zatem konstruktywne rozwiązanie sugeruje Permakultura?

Oparcie naszego rolnictwa o drzewa, gdyż w klimacie umiarkowanym (tropikalny, większej części subtropikalnego również) naturalnym formą roślinności jest jakiegoś rodzaju las. Głównymi kandydatami do bycia podstawowym źródłem żywności jest: kasztan jadalny, orzech włoski, leszczyna, oraz (nie w Polsce) araukaria chilijska.
Oto realne plony z ha, które można uzyskać uprawiając dane gatunki roślin:
Kasztan jadalny: 5 ton na ha
Orzech włoski: 7,5 ton na ha
Orzech laskowy: 3 tony na ha
Araukaria chilijska : dane mówią tylko, że "bardzo duże"

Dodatkowe (choć to sprawa przyszłości) duży potencjał mają dęby takie jak:
Dąb dwubarwny (Quercus bicolor), oraz Quercus prinus. Również Kasztanowiec żółty (Aesculus flava) daje jadalne "kasztany"

Dodatkową korzyścią, która przemawia za orzechami włoskimi i laskowymi, to to, że zawierają więcej tłuszczu  niż pszenica czy żyto, więc ich kaloryczność jest wyższa.

Kasztan jadalny (Castanea sativa) pochodzenia polskiego może w Polsce przemarzać, chyba, że będziemy w stanie sprowadzić z USA lub UK specjalne wczesne odmiany, które zostały wyhodowane i są stosowane w północnych stanach w USA. Siewki z nasion pochodzących z np. Węgier nie będą się raczej dobrze sprawdzać w Polsce. Do wschodniej i północnej części kraju ze względu na temperatury zimowe lepiej nadaje się Kasztan chiński (Castanea mollissima).

Wracając do wydajności.. Drzewa orzechowe oczywiście nie dają plonów w pierwszym roku, również trzeba kilka lat poczekać, aż zaczną wydawać duże ilości orzechów. Straty w produkcji w początkowych latach można zminimalizować poprzez sadzenie w początkowych latach np. zboża w międzyrzędach. Jednak o czym trzeba pamiętać to fakt, że drzewa po zasadzeniu wymagają zdecydowanie mniej zabiegów i nakładów energii (nie trzeba orać itd )niż zboża. Przekłada się to na niższe koszta dla rolnika. Kasztan jadalny jest w stanie dawać obfite plony nawet w wieku kilkuset lat. Jakie są w tym czasie oszczędności na paliwie w porównaniu do uprawy zbóż?

Nie należy również zapominać, że w sadzie z kasztanami czy orzechami można jeszcze uprawiać coś pod koronami drzew. W cieniu można uprawiać różnego rodzaju rośliny na sałatki, zioła, czy możemy wypasać tam zwierzęta. W przypadku zwykłego pola z pszenicą nie ma o tym mowy.

Kolejnym zyskiem z takiego systemu agroleśniczego jest drewno. O ile duża produkcja orzechów i produkcja dobrej jakości drewna to cele ze sobą sprzeczne, to zawsze z przycinania takiego sadu można uzyskać drewno o wartości chociażby opałowej. Można to drewno rozdrobnić, zaszczepić jadalnymi grzybami i sprawić, że część energii zawartej w drewnie będzie mogła stać się częścią łańcuch pokarmowego ludzi.

Prawdopodobnie 1ha pszenicy jest w stanie dostarczyć więcej kalorii niż 1 ha kasztana jadalnego,czy orzecha włoskiego. Należy jednak zaznaczyć, że ilość środków i czasu, która była poświęcona na badania i polepszanie zbóż jest i była kilkadziesiąt czy nawet kilkaset razy większa niż uwaga poświęcona ww drzewom. Nie ulega zatem wątpliwości, że drzewa mogą w przeciągu kilkudziesięciu lat stać się głównym źródłem pożywienia dla ludzi w klimacie umiarkowanym. Wystarczy, że damy im szansę.

Proszę zostaw komentarz, jestem ciekaw tego co myślisz, chętnie również odpowiem na Twoje pytanie

środa, 9 grudnia 2009

Permakultura i akwakultura cz.2 - Akwaponika



Akwaponika (z ang. aquaponics) to system integrujący hodowlę ryb (akwakulturę) oraz hydroponikę, czyli sposób uprawy roślin bez gleby. Akwaponika jak i hydroponika to bardzo intensywny sposób produkcji żywności. Wymaga zatem dużego nakładu kapitału (na sprzęt), dużego nakładu pracy oraz posiadania bogatej wiedzy, ale potencjalne plony również są ogromne.

O ile w systemie hydroponicznym nawozem dla roślin jest specjalnie komponowany zestaw mikro i makroelementów (w zazwyczaj w postaci nawozów sztucznych) to w systemie akwaponicznym nawozem dla roślin są odchody rybie (stałe + amoniak).

W uproszczeniu wygląda to w ten sposób:
1.Ryby żyjące w pojemniku karmimy normalnym jedzeniem dla danego gatunku ryby
2.Ryba wydala amoniak i odchody
3.Cześć wody z pojemnika z rybami trafia do pojemnika wypełnionego np. perlitem, lekkim żwirem lub wełną mineralną. Substancje te służą jako medium, które umożliwia ukorzenianie się roślin. Na medium zostaje część substancji stałych oraz część amoniaku.
4.Bakterie nitryfikujące nitryfikują amoniak do azotanów (to w tej formie zdecydowana większość roślin pobiera azot). Dzięki temu zmniejszany jest poziom amoniaku - głównego czynnika, który ogranicza intensywną hodowlę ryb.
5.Azotany są pobierane przez rośliny, dzięki czemu rośliny dają ładne plony i szybko rosną.
6.Woda z "grządki" roślinnej wraca oczyszczona do pojemnika z rybami.

Oczywiście punkt 4,5,6 przebiega cały czas.

Grządka w której rosną rośliny zalewane są i opróżniane często (co kilka minut). Jeśli byłyby zalewane zbyt rzadko to ucierpiałaby na tym filtracja wody, jeśli woda stałaby w grządce zbyt długo pogniłyby korzenie (które potrzebują powietrza).

Ile zatem ryb powinno być w pojemniku i jaki duży powinien być pojemnik?
Odpowiedz nie będzie jednoznaczna. Znane są przypadki gdy ludzie trzymają 60kg ryby w pojemniku 1000l (1m3). Jest to jednak dość sporo i tą obsadę sugeruję tylko osobom z dużym doświadczeniem. Osoba początkująca powinna hodować około 20-30kg na 1000l. Kształt pojemnika nie jest zbyt ważny

Grządka powinna mieć objętość mniej więcej taką samą. To jej powierzchnia jest najważniejsza. Przy głębokości około 30 cm taka grządka powinna mieć powierzchnie około 3m2.

Rośliny najlepiej nadające się do uprawy akwaponicznej to rośliny szybko rosnące, dające duże plony, najlepiej o wysokiej wartości(np. pomidory, sałata, truskawki). Jako, że koszty założenia (i funkcjonowania) systemu akwaponicznego są wysokie nie ma zbyt dużego sensu uprawiać w nim upraw typu zboża, lub roślin, które wolno rosną. Wynika to z tego, że:
a)wolno rosną więc są drogie w utrzymaniu:)
b)wolno rosną więc słabo pobierają azotany (ich nadmiar również może zaszkodzić rybom)
Również nie polecam uprawy w systemie akwaponicznym sukulentów (kaktusów, aloesów;) z wiadomych powodów.

Dlaczego system akwaponiczny jest drogi:
-koszty prądu (do obsługi pomp, oraz natleniacza wody)
-koszty elementów systemu pomp(jedna podstawowa i co najmniej jedna zapasowa), pojemników, szklarni(najlepiej system akwaponiczny umieścić w szklarni, wtedy zima nam nie straszna) akumulatory lub system awaryjnego zasilania (przy obsadzie 60kg na 1000l wody ryby uduszą się przy braku sztucznego napowietrzania bardzo szybko, a jeśli nie uduszą się to obniży się znacznie ich zdrowie, co przy takim zagęszczeniu...), sterowniki, które włączą się w chwili gdy zabraknie prądu, koszty odczynników chemicznych do pomiaru pH, poziomu amoniaku, azotanów...

Podsumowując akwaponika nie jest łatwym kawałkiem chleba, ale umożliwia produkowanie w przydomowych, czy działkowych(chociaż tu mógłby być problem z kradzieżami) warunkach zdrowych i wolnych od zanieczyszczeń ryb oraz warzyw. Na pewno stanowi ciekawy element permakultury, zwiększający samowystarczalność jeżeli chodzi o żywność,choć tym razem raczej dość drogi i mniej przystępny kieszeni przeciętnego Polaka.

Zdjęcie dzięki uprzejmości Wikipedii

Kolejny wpis o akwaponice znajdziesz tutaj.

Proszę zostaw komentarz, jestem ciekaw tego co myślisz, chętnie również odpowiem na Twoje pytanie.

niedziela, 6 grudnia 2009

Nisze ekologiczne w permakulturze.



Permakultura to system projektowania, który opiera się na naśladowaniu natury - to od niej możemy się wiele nauczyć. Podstawowym narzędziem projektanta jest zatem obserwacja naturalnych ekosystemów.

Jednym z kluczowych pojęć w ekologii jest nisza ekologiczna. Nisza ekologiczna to (małym uproszczeniu) zbiór czynników, które umożliwiają danej populacji istnienie. Te czynniki to np:
-pożywienie
-temperatura
-światło
-schronienie
-dostępność wody
-czas

Dobrym przykładem będzie dostępność pożywienia na pastwisku. Jeśli np. mamy 3 krowy na 2 hektarach pastwiska, to zazwyczaj nie możemy utrzymywać na tym pastwisku 3 sztuk więcej, gdyż nisza ekologiczna (dla krów) jest pod kątem "pożywienia" wypełniona. Oznacza to,że plonów od krów( mięso, mleko) nie da się już zwiększyć. Nie oznacza to jednak, że dany obszar ziemi nie jest w stanie dać nam jeszcze innych plonów. Nic nie stoi na przeszkodzie, by pasły się na nim również kury (kilkanaście - kilkadziesiąt sztuk). To,że nie ma miejsca dl krów a jest miejsce dla kur wynika z tego, że kury zajmują inną niszę ekologiczną. Kury żywią się min. roślinami, których krowy nie mogą dosięgnąć oraz czerwiami wylęgającymi się w krowich plackach. Prawdopodobnie dany teren byłby w stanie utrzymać również z 2 owce czy kozy. Dlaczego? ponieważ zwierzęta te mogą zjadać rośliny, których krowy np nie lubią, czy są dla nich trujące. Również te same 2 ha (w bardzo skąpych ilościach) mogą służyć za miejsce skąd zbierany będzie miód przez pszczoły.

Taki system (polikulturowy) w przeciwieństwie do systemu monokulturowego (same krowy) jest bardziej produktywny i do uzyskania takich samych plonów wymaga mniej pracy (oczywiście do "obsługi" pozostałych zwierząt będzie potrzeba więcej roboty). Dlaczego mniej pracy? Gdyż np. nie będzie trzeba kosić niedojadów, czy rozgrabiać kretowisk. Również mniejszy będzie problem z pasożytami (kury się nimi zajmą). Krowom zaś nie będą tak mocno doskwierać muchy (co przekłada się na wzrost mleczności!)
Wszystko to oznacza, że dzięki zastosowaniu polikultury i wypełnieniu większej ilości nisz ekologicznych możemy uzyskiwać większe plony przy mniejszym lub równym nakładzie pracy. Nasz agroekosystem staje się przez to bardziej stabilny (choroby bydła nie zdziesiątkują nam naszych 3 krów:)
W przeciwnej sytuacji, gdybyśmy chcieli ignorować wymagania zwierząt(co do nisz ekologicznych) musielibyśmy ponieść nakłady. Np w postaci dowożenia jedzenia z zewnątrz albo w przypadku dawania antybiotyków (jak to jest w przemysłowych fermach zwierząt).

Co ciekawe w klimacie umiarkowanym Polski wiele nisz ekologicznych jest nie zagospodarowanych nawet w "naturze" nie mówiąc już nawet o ekosystemach rolniczych. Możemy zwiększyć produktywność i stabilność naszego ogrodu czy działki poprzez zadbanie o to by nasze małe ekosystemy miały nisze odpowiednie dla wielu gatunków pożytecznych zwierząt. Najlepszym na to sposobem jest zapewnienia schronienia dla poszczególnych gatunków zwierząt. I tak założenie budki lęgowej dla sikor sprawi, że będziemy mieli mniej problemu ze szkodnikami. Wybudowanie budki lęgowej dla nietoperzy poprawi komfort wieczornego wysiadywania na dworze, gdyż nietoperze zjadają min. komary. Przyciągnięcie sów natomiast sprawi, że zmniejszy się nam populacja gryzoni. Ułożenie kupy kamieni w słonecznym miejscu sprawi, że zapewnimy schronienie płazom i gadom. Ich pokarm stanowią min. ślimaki. Pozostawienie pryzmy liści na zimę sprawi, że jeden jeż więcej(a może nawet więcej) będzie mógł przezimować. Jeże żywią się ślimakami, larwami chrząszczy...

Tak można wyliczać w nieskończoność. Mam nadzieję, że udało mi się uzmysłowić jak ważne jest to by w procesie projektowania uwzględnić miejsce na istoty inne niż człowiek. Ostatecznie, nawet dla największego egoisty jest to po prostu opłacalne:)

Zdjęcie dzięki uprzejmości Wikipedii

Proszę zostaw komentarz, jestem ciekaw tego co myślisz, chętnie również odpowiem na Twoje pytanie.

piątek, 4 grudnia 2009

Permakultura i akwakultura cz.1




Dzisiejszy post dotyczyć będzie wody i tego co można w niej uprawiać, jak można ją wykorzystać w projektowaniu permakulturowym.

Współczesna uprawa ryb, jest dość skomplikowanym zagadnieniem (gdy jeszcze chcemy z tego żyć robi się to już sztuką). Czy można wykorzystać zasady permakultury w uprawie ryb? Można:) Postaram się opisać jak...

Jak zwykle inspirację powinniśmy czerpać z natury. W naturalnych zbiornikach wodnych ryby raczej nie żyją w monokulturach (nie są jedynym gatunkiem ryby żyjącym w danym jeziorze). Jeśli w stawie żyje tylko jeden gatunek ryby, to na pewno ta ryba nie wykorzystuje wszystkich źródeł pożywienia, które potencjalnie znajdują się w jeziorze/stawie. Obrazowo można to przedstawić porównując staw do prywatki. Jeśli na prywatkę kupiliśmy do jedzenia tylko mieszankę studencką, a zaprosiliśmy wiele osób, które lubią tylko orzeszki, to orzeszki szybko się skończą. Po tym jak się skończą goście lubiący orzeszki będą niezadowoleni, że ich nie ma. Od biedy będą jadli coś innego, ale szczęśliwi nie będą. Impreza się skończy, zostaną niezjedzone rodzynki, suszone śliwki, orzechy włoskie. Tych resztek będzie tak dużo, że będzie trzeba je wyrzucić, bo nie będzie co z nimi zrobić.. Teraz wyobraźmy sobie, że zapraszamy na imprezę osoby lubiące rodzynki, orzech i inne bakalie. Wszyscy będą szczęśliwi, 0 resztek - pasza zostanie dobrze wykorzystana:) Pokarm dostępny dla ryb w stawie zawsze jest taką mieszanką studencką.

Odpowiednikiem zapraszania gości o rożnych preferencjach żywnościowych w stawie jest zarybianie go różnymi gatunkami ryb. Takich o różnych preferencjach żywnościowych. Do perfekcji opanowali to Chińczycy, których tradycyjna akwakultura opiera się (w klimacie umiarkowanym) na karpiu, amurze białym, tołpydze białej, tołpydze pstrej.

Amur wyjada całą roślinność w stawie, uwalniając w postaci odchodów płynnych sole mineralne do wody.
Sole mineralne pod wpływem światła zmieniane są glony - pokarm dla tołpygi białej
Odchody stałe ryb oraz część glonów są żywnością dla zooplanktonu, który z kolei stanowi pokarm tołpygi pstrej.
Karp jest najmniej wyspecjalizowany, co stanowi jego zaletę - nad stawem warto posadzić morwy białe i "zarazić" je jedwabnikami. Duża część jedwabników wpadnie do wody, gdzie zostaną zjedzone przez karpie, liście morwy również mogą stanowić pasze dla karpi(czy koni), owoce są również bogate w białko.
Niestety system ten nie jest bez wad: wszystkie ww ryby (poza karpiem) nie rozmnażają się w Polsce w warunkach naturalnych - co jakiś czas będzie trzeba kupować, lub produkować narybek

Czynnikiem ograniczającym ilość ryb w stawie może być w tym przypadku dostępność tlenu dla ryb - to rzecz o której trzeba pamiętać. Jeśli staw jest przepływowy, dobrze jest wykorzystać żyzne wody wypływające ze stawu do nawadniania roślin, które w jakiś sposób wykorzystamy, np wierzbę energetyczną. W ten sposób oczyścimy wodę i zwiększymy swoje plony. Jeśli tego nie zrobimy to tracimy pieniądze(w postaci nawozu) oraz przyczyniamy się do zanieczyszczania rzek/potoków/strumieni.

Zdjęcie dzięki uprzejmości Wikipedii.

Proszę zostaw komentarz, jestem ciekaw tego co myślisz, chętnie również odpowiem na Twoje pytanie.

Podziel się wiedzą ze znajomymi!